Dlaczego warto zapisać się na zajęcia 6 Tygodni z Pilatesem?

Pewnie zastanawiacie się, dlaczego w ofercie studia Pilatesa dla zdrowia znajdują się zajęcia 6 Tygodni z Pilatesem. Przecież można byłoby, tak jak gdzie indziej, po prostu zapisać się na próbę, by sprawdzić, czy tego typu zajęcia mi odpowiadają. A co będzie, jak już się zapiszę i dojdę do wniosku, że to nie dla mnie?

Obawy te nie są oczywiście pozbawione sensu. Niespecjalnie lubimy podejmować ryzyko. Przyzwyczailiśmy się do stosowania przeróżnych testerów, otrzymywania próbek kosmetyków, czy też do oferty jednorazowych wejść na zajęcia fitness.

Pilatesu nie da się jednorazowo wypróbować. Po jednych zajęciach nie będziemy w stanie zrozumieć, na czym polega specyfika tej metody, jej skuteczność w pokonywaniu własnych słabości, uczenia się, samodyscypliny, doskonalenia nowo nabytych umiejętności i budowania pewności siebie.

W ciągu sześciu tygodni poznajemy podstawy Pilatesu. Uczymy się przede wszystkim innego sposobu oddychania niż ten dobrze nam znany, codzienny. Również izolowany ruch np. ręki może okazać się nie lada wyzwaniem. Połączenie oddechu z ruchem okaże się nie takie proste, jak nam się wydawało. Zrozumienie, na czym polega neutralna pozycja miednicy i kręgosłupa w pozycji leżącej, stojącej czy też w klęku podpartym zajmie trochę czasu. Podczas sześciu tygodni nie tylko ćwiczymy Pilates, ale przede wszystkim UCZYMY się, jak skutecznie ćwiczyć. Uczymy się podstaw po to, by później w sposób bezpieczny, czerpać przyjemność z uprawiania Pilatesu przez duże P.

Nie jestem zwolenniczką przyjmowania nowych osób do już istniejącej grupy początkującej z tego właśnie powodu, że bez podstaw nabytych w ciągu tych sześciu tygodni, nie są one w stanie we właściwy sposób zrozumieć chociażby wydawanych przeze mnie poleceń. Wykonują ćwiczenia, podpatrując, co robią inni, nie mogąc skupić się nad precyzją wykonywanego ruchu. Są przekonane, że dobrze wykonują dane ćwiczenie, bo znają je z innych zajęć, na które chodziły. Nauczyły się naśladować ćwiczenia pokazywane przez instruktora, lecz mało kto zwracał uwagę na poprawność ich wykonania. Po jakimś czasie utwierdzają się w przekonaniu, że to wszystko nie ma sensu. Nasze oczekiwania niestety rozmijają się. Zaburza to cały rytm zajęć, spowalnia proces uczenia się innych osób, już obytych z podstawami Pilatesu. To wszystko oczywiście nie oznacza, że na zajęciach nie wracamy do podstaw. Jest to konieczne, by proces nauki był skuteczny i efektywny.

Grupy, w których ćwiczymy, są niewielkie; maksymalnie 6-cio osobowe. W takiej małej grupie można sobie pozwolić na dopasowanie ćwiczeń do możliwości każdego z osobna. Na tak prowadzonych zajęciach korzystają wszyscy; uczniowie czują się bezpiecznie i komfortowo wiedząc, że mogą w każdej chwili liczyć na korektę i wskazówki jak wykonać lepiej dane ćwiczenie, a nauczyciel nieustannie zmuszany do obserwacji i pogłębiania swojej wiedzy, nie popada w rutynę i ma satysfakcję z wykonywanej pracy.

Jeżeli po 6-ciu tygodniach dojdziecie jednak do wniosku, że Pilates nie jest dla Was, to niczego nie stracicie. Będziecie mogli z powodzeniem wykorzystać umiejętności zdobyte podczas tego cyklu do uprawiania takiej aktywności fizycznej, jaka Wam bardziej odpowiada. Koncentracja, właściwa postawa i sposób oddychania, precyzja i płynność wykonywanych ruchów, to cechy uniwersalne. Przydają się nie tylko w sporcie, ale i w codziennym życiu.

Czy wiesz jak zapobiegać bólom kręgosłupa?

Kręgosłup, a w szczególności jego dolny (lędźwiowy) odcinek ma trudną pracę do wykonania, przez co jest bardzo podatny na urazy. Gdy mówimy, że „bolą nas plecy” lub „boli krzyż”, to mamy najczęściej na myśli właśnie ten odcinek kręgosłupa. Ból zwykle spowodowany jest nadwyrężeniem mięśni biorących udział w ruchach zginania lub skrętu tułowia i potrafi nieźle dokuczyć. Czytaj dalej Czy wiesz jak zapobiegać bólom kręgosłupa?

Podróż do przeszłości

Dzisiaj w przychodni lekarza rodzinnego byłam świadkiem scenki,  która przypomniała mi czasy dawno minione . Odbyłam moją osobistą podróż do przeszłości.

Czekając w kolejce, przeglądając niezbyt ciekawe artykuły w gazetce, moje ucho podchwyciło fragment rozmowy, prowadzonej przez dwie panie w średnim  wieku.  Było narzekanie na kolejki, niechęć lekarzy  funduszu do przeprowadzania badań profilaktycznych, odległe terminy u specjalistów, też z funduszu, a potem wizyty prywatne rozpoczynające się w rejestracji hasłem „proszę dowód osobisty i 150 zł”, rezonans robiony tego samego dnia i tak dalej. Temat doskonale znany.

Jednak nie na tym polegała moja podróż do przeszłości. Otóż, kobieta, która wyżalała się swojej kolejkowej sąsiadce, przyszła do lekarza z rezonansem odcinka lędźwiowego kręgosłupa, skarżąc się, że nie może już ani siedzieć, ani chodzić, wszystko ją boli, nie może pracować i chciałaby tylko, by lekarz przepisał jej zabiegi fizjoterapeutyczne, by mogła wrócić do pracy. Dalej nic nadzwyczajnego. Po czym wstała z trudem z krzesła i podeszła pod gabinet. I  wtedy zobaczyłam siebie sprzed 15, może 20 lat. Pochylona w przód sylwetka, spłaszczona lordoza lędźwiowa, ręka na tzw. krzyżu ,  grymas bólu na twarzy, spięte, uniesione ramiona i niepewny krok.  Po pewnym czasie wyszła z gabinetu trochę już w lepszym nastroju; pewnie przepisano jej zabiegi. To też mi przypomniało siebie z dawnych lat. Kiedy po ataku, podobno rwy kulszowej, który zdarzał mi się średnio kilka razy do roku, dostawałam serię zastrzyków z witaminy B12, kilka zabiegów u masażysty i fizjoterapeuty, po czym wyprostowywałam się (tak mi się przynajmniej zdawało, chociaż stare zdjęcia pokazują coś innego) i było super… do następnego pochylenia się nad wanną, by umyć włosy lub nad dziecięcym łóżeczkiem, gdy zastygałam na jakiś czas w pozycji pochylonej, by z trudem „postawić  się do pionu”  jak kobieta w przychodni i zacząć zabawę z zabiegami do nowa.

Wtedy nikt nie słyszał w Polsce o Pilatesie. Była gimnastyka korekcyjna, ale któż z dorosłych chciałby chodzić na ćwiczenia, które kojarzyły się  jedynie z  wadami postawy u dzieci? Rehabilitacja, owszem pomagała, ale chodziło się na nią bardzo krótko, z przepisu lekarza. Poza tym, wszyscy dookoła skarżyli się na bóle krzyża, ataki rwy kulszowej, „wypadnięcie dysku”, więc nie wydawało się to niczym dziwnym. Ot, taka przypadłość związana z wiekiem, z którą należało się pogodzić.

Od tego czasu wiele się zmieniło na lepsze. Mamy coraz większą świadomość jak ważna jest profilaktyka w zapobieganiu schorzeniom kręgosłupa. Właściwie to nie mamy wyboru. Siedzący tryb życia jaki prowadzimy, wpędza nas prędzej czy później w choroby tzw. cywilizacyjne. Musimy walczyć  z lenistwem i pobożnymi życzeniami, że problem rozwiąże ktoś za nas.  Lekarz jest  naszym doradcą, ale zdrowie jest w naszych rękach.

Dla mnie osobiście wszystko zaczęło się zmieniać , gdy odkryłam Pilates. Przyznam, że mnie wciągnął. Zgadzał się z moimi poglądami na życie, z moim holistycznym sposobem myślenia. Niezauważalnie wręcz dla samej siebie przestałam narzekać na nieustanny ból pleców.  Co prawda, od ćwiczeń zwyrodnienia w kręgosłupie mi  nie zniknęły, ale wiem, jak  sobie poradzić, gdy czasami zrobię coś, czego nie powinnam. Dziesięć minut ćwiczeń dedykowanych dla mojego schorzenia i znów jestem w formie. Dziesięć minut zastępuje mi zastrzyki , tabletki i zabiegi. I co najważniejsze, nie zmierzam w kierunku maty do ćwiczeń „połamana”, jak kobieta w przychodni. Kładę się na niej ze świadomością  dlaczego czuję dyskomfort i  wiem doskonale, co mi pomoże. Ta wiedza jest bezcenna. By ją zdobyć, trzeba przede wszystkim wsłuchać się w potrzeby swojego ciała i mieć nauczyciela, który nauczy Cię jak ćwiczyć, doradzi co robić, by sobie pomóc. Wtedy kolejki do lekarzy specjalistów staną się zdecydowanie krótsze, a może w poczekalni zostaną  już tylko puste krzesełka.